Dziś 14, jutro 24

Wczoraj skończyłam 24 lata. Ojej, jak ten czas mija... Zapierdziela wręcz. Jeszcze tak niedawno zaczynałam studia, a teraz na dniach rozpocznę swoją pierwszą prawdziwą pracę! Jeeejku...

Nie za bardzo pamiętam to jaka byłam w wieku 14 czy tam 15 lat, wydaje mi się to takie odległe, a dopiero minęło 10 lat. Ogólnie człowiek w wieku nastoletnim to taki mały kurczaczek ledwo co wykluty z jajka, któremu wydaje się, że może być już dorosłym kurczakiem. Tymczasem w wielu kwestiach potrzebuje jeszcze uwagi i pomocy swoich rodziców, podpowiedzi co do drogowskazu życiowego. To taki dziwny okres, gdzie pojawia się powoli samoświadomość i buduje moralność. Przez co ten etap jest dla mnie wyjątkowy i magiczny. No i takie skupienie na sobie. Właśnie ono świadczy o wieku nastoletnim.

Etap 20. roku życia już jest bardziej ustabilizowany. Światopogląd raczej już ukształtowany, ale człowiek uczy się zawierania prawidłowych, nietoksycznych, przyjacielskich relacji w bardziej dojrzały sposób, niż przebiegało to w wieku nastoletnim. Wydaje mi się, że posiada już jakieś doświadczenie życiowe czy mądrość, zaś skupienie na sobie (pewien rodzaj egocentryzmu) przemienia się w skupienie na innych. Z tego względu wiemy już mniej więcej kim chcemy być i raczej proces kształtowania siebie jest już zakończony.

Przez ten ogromny upływ czasu wiele się na swój temat nauczyłam, nabrałam innego podejścia do świata i nauczyłam się pewności siebie i naturalności, której kiedyś mi brakowało, bo za bardzo zależało mi na opinii innych. Obecnie mam na to trochę wywalone, bo wiadomo, że nie da się być lubianą przez wszystkich. Od pewnej osoby usłyszałam, że jestem dość specyficzna, taka trochę damulka. Myślę, że ta osoba miała rację, zaś mój dziewczyński sposób bycia może być odbierany na moją niekorzyść z uwagi na to, że w naszej szerokości geograficznej osoby o wysokim mniemaniu o sobie mogą być traktowane jakby zadzierały nosa. Uważam, że powinno się znać swoją wartość, ale również całe życie uczyć się nowych rzeczy i nie zamykać na inności. Kiedyś na przykład siedziałam głównie w metalu, teraz lubię sobie włączyć pop - ten komercyjny i mniej komercyjny - a to z kolei sprawia, że mam odmienny nastrój, niż wtedy, gdy słucham cięższej muzyki.

Mniej się złoszczę, mimo że bardzo bliska mi osoba twierdzi, że jestem małym złośnikiem. Taaak - lubię, gdy coś jest po mojej myśli, ale te moje fochy nie mają chyba większego znaczenia dla relacji.


Na pewno niełatwo mnie czasem wyczuć, choć z drugiej ręki wiem, że mam raczej mało skomplikowaną osobowość i łagodne usposobienie.

Mam też wrażenie, że z chwilą ukończenia 24. urodzin otwiera się przede mną całkiem nowy, lepszy etap w życiu. Taki już bardziej świadomy i dojrzalszy. Trochę ubolewam nad tym, jednak nigdy nie uda mi się całkowicie zdjąć tych moich różowych okularów, które czynią ze mnie osobą dużo szczęśliwszą, jednak za bardzo ufam ludziom, ale nie wiem, czy kiedykolwiek to się zmieni.

Przyjaźnię się z pewną dziewczyną, całkiem odmienną ode mnie, o innych doświadczeniach oraz innym sposobie życia... dzięki tej relacji nauczyłam się, że przeciwieństwa się przyciągają, wiele się dzięki niej nauczyłam (jej imię zaczyna się na M.!), nabrałam dystansu i innego spojrzenia na świat. Jestem pewna, że wiele mogłaby powiedzieć o tej mojej zmianie.


Dbajcie o siebie i o innych.

Komentarze

Popularne posty