Jutro będziemy szczęśliwi
Kurczę, dzisiaj właściwie nie mam sprecyzowanego tematu, o którym chciałabym wspomnieć. Moje plany powoli się klarują, ze zdrowiem ok, oprócz zęba :X. Jeszcze niedawno miałam przypływ sił, a obecnie tak oklapłam, że jedyne co mi się chce, to walnąć się na łóżko. No i robię mnóstwo głupot, typu gierki albo inne odmóżdżacze. Takie twórcze zajęcia... Zostało mi nieco ponad 100 stron książki, jutro przede mną ciężki dzień, więc na pocieszenie wrócę do Pilipiuka i jego egzorcysty - bimbrownika. No i jutro też (jeśli zdołam... no ale powinnam, jestem twardzielem!), skoczę do biblioteki po zamówioną książkę od Bondy - druga część jej kryminałów, yeaaah.
Wybrałam też kierunek zaocznych studiów magisterskich. Tyryryry... To Przedsiębiorczość na Wydziale Prawa i Administracji. Nie chce mi się ciągnąć tego, co już studiowałam, więc teraz z innej beczki.
Ok, z prywaty to tyle. :-)
Piosenkę załączam taką w sumie spokojną, bo taki mam obecny nastrój.
Ta notka będzie o relacjach! Takie luźne wypociny, bez żadnego mówienia "masz robić tak i tak". Miałam kiedyś przyjaciółkę, nie przetrwało to i nie żałuję. Dzięki temu, że ona sobie poszła z mojego życia, zrobiła miejsce na nowych, następnych ludzi. No, człowieczka jednego. Jednego, ale za to cudownego. A konkretnie dla dwójki fajnych ludzi.
Poszła... no i co? Było mi trochę przykro, ale pozwoliłam, by ta relacja umarła śmiercią naturalną. Bo skoro się skończyła, prawdopodobnie była z niej kiepska przyjaźń. Albo żadna. Może imałam się tej byle jakiej, nasączonej zwykłymi, nic niewnoszącymi spotkaniami, aby po prostu ktoś był. Nieważne kto. Wówczas (dawno, dawno temu) nie dbałam o to, by relacja była jakościowa. Obojętnie jaka, byle jakaś. Byleby jakaś była. Nie wiem, czy się jasno wyrażam. W każdym razie, obecnie moje podejście do przyjaźni jest zgoła inne. Tyle, ile dajesz, tyle Ci się dostaje. Mniej więcej taką dewizę głoszę. No i trzeba tej relacji dać trochę luzu. Nie wymagać za wiele. I gdy zrozumiałam, że właśnie w ten sposób należy podchodzić, relacja, na której cholernie mi zależało, zaczęła się zacieśniać.
Relacje dzielą się na prawidłowe i nieprawidłowe. Te prawidłowe przybierają różne odcienie, ale powiedzmy, że na szczycie znajduje się przyjaźń lub stan miłości, pośrodku bliskie koleżeństwo, a na samym dole neutralna znajomość z kimś od miłych, sporadycznych pogawędek...
Te nieprawidłowe również mogą przypominać przyjaźń czy miłość, mogą dotyczyć bliskich nam osób. Te relacje tylko z pozoru są czymś dobrym. Tak naprawdę ograniczają Cię, wprowadzając do Twojego życia niepewność, dyskomfort czy nawet poczucie zagrożenia i strach. Podam na przykładzie dwóch skrajności, nieprawidłową relacją będzie małżeństwo, gdzie występuje rola kata stosującego przemoc oraz ofiary wraz z dziećmi, zaś katalizatorem złej relacji jest nieumiejętność radzenia sobie ze stresem kata oraz alkohol. Na drugiej szali znajduje się relacja dwóch nastolatek, niby to przyjaciółek, znających się jak łyse konie od dziecka. Ta relacja podszyta jest zazdrością jednej z dziewczyn, bowiem podkochuje się ona w sympatii swojej przyjaciółki. Zaczyna mieszać między nimi. Przyjaźń zatem nie może funkcjonować, skoro przyjaciel dopuszcza się wobec nas szkodliwych czynów.
I właśnie zmierzamy do sedna sprawy. Prawidłowa relacja powinna opierać się na wzajemnym szacunku i czymś w rodzaju ciekawości. Jeśli obchodzi nas druga strona, chętnie ją słuchamy, lubimy czy nawet podziwiamy, istnieje szansa, że relacja przerodzi się w przyjaźń. To, oczywiście, w dużym skrócie, bo najczęściej po prostu ktoś nam pasuje a ktoś nie. Jak to się mówi, nadajemy z kimś na tych samych falach, mamy podobne zainteresowania, a nawet styl ubioru, wspólne miejsca spędzania czasu i łączą nas wspomnienia.
Jednak i ta sytuacja nie gwarantuje, że relacja okaże się przyjaźnią. Taką prawdziwą. Myślę, że najodpowiedniejszą definicją przyjaciela jest ta mówiąca, że przyjaciel to ktoś, na kim możemy polegać. Owszem, możemy się ze sobą nie zgadzać, sprzeczać a nawet miewać ciche dni, ale koniec końców obie strony tworzą spójną całość, uzupełniają się, są elementami układanki i chcą dla siebie jak najlepiej.
Nie ma recepty na przyjaźń. Gdyby tak było, świat byłby zbyt piękny, a wszystko stałoby się o wiele zbyt łatwe. Należy podjąć odrobinę wysiłku, aby relacja miała szansę kwitnąć. To, że my postrzegamy kogoś jako przyjaciela, nie oznacza, że uzyskujemy przy tym wzajemność. Ktoś po prostu może nas odbierać jako dobrego kolegę, bez którego można się obejść albo czasoumilacza, gdy wszystkie inne pomysły na spędzanie czasu wolnego upadły. Wtedy jesteśmy taką oponą zapasową. Nic więcej.
Długo dla wielu ludzi byłam takim czasoumilaczem, jednak zdałam sobie sprawę, że powinnam popracować nad asertywnością i stawianiem wymagań, oczekiwań względem danej osoby. Może po prostu oboje mamy odmienne wizje naszej relacji. Wtedy niczyja to wina.
A co z tymi toksycznymi relacjami? Zawsze miałam takie przeświadczenie, że kiedy relacja robi się toksyczna, należy ją ograniczyć do minimum. Albo zakończyć. Po co tkwić w czymś, co nam szkodzi? Na ogół zostawiam w życiu wartościowe relacje, zaś tymi niedobrymi nie zaprzątam sobie głowy. Nie walczę. Nie trudzę się. Nie poświęcam i nie płaszczę. W poprawnej i zdrowej relacji nie ma mowy o poświęceniu! Człowiek nie może rezygnować z szacunku do siebie, komfortu, godności dla kogoś innego.
Jeśli w danej relacji cokolwiek tracimy bądź istnieje więcej rzeczy, które sami dajemy od tych, które otrzymujemy powinniśmy zastanowić się, czy dana relacja jest poprawna? Czy warto w niej tkwić? Czy warto ją podtrzymywać? Może wystarczy po prostu zmienić myślenie na temat danej osoby i przestać uważać ją za przyjaciela?
Zwyczajnie - nabrać dystansu. Dystans, dystans, dystans. Tylko to może Cię uratować. Nie przeczę, można podjąć próby naprawiania relacji. Także toksycznej. Pamiętajcie tylko, że zlepiony w wielu miejscach garnek nie będzie już tym samym garnkiem sprzed zniszczeń, sprzed sklejania w całość. Będzie garnkiem z przeszłością, z bliznami i ranami, z rzeczami, o których może cały czas pamiętać i prędzej czy później one wypłyną. Jak niesprzątane gówno. No niestety, aby coś sklejać na nowo, należy wpierw posprzątać brudy. Po prostu wylać gnój tam, gdzie jego miejsce, zamiast się w nim kisić. Bo jeśli w przyjaźni po przejściach ten gnój wciąż śmierdzi, nie można iść do przodu. Nie ma takiej siły. Nie można, bo furtki z przeszłości nie zostały pozamykane. One wciąż są uchylone.
Tak, można naprawiać. Czasem nawet się udaje. Czasem nie. Ale jeśli wiemy, że coś nam nie służy i jest toksyczne, a nie istnieją żadne przesłanki, by było lepiej, zakończenie takiej relacji jest wg mnie najlepszym, co możemy dla siebie zrobić. Uwolnić się od ludzi sterujących naszym życiem. Uwolnić od pseudo przyjaciół. Od fałszu i nieprawdy.
Nigdy nie zrozumiem ludzi karmiących się negatywnymi uczuciami, którzy tkwią w toksycznych związkach czy przyjaźniach i... dają się ranić. Bez powodu. Obarczać winą. Nie umiem sobie tego wyobrazić. Nie nawiązuję takich relacji. Nie lubię psuć sobie zdrowia.
Dbajcie o siebie i o innych. Dzisiaj się rozpisałam, no ale... jak już piszę, to chociaż, żeby było co czytać.


Komentarze
Prześlij komentarz